15.03.2015

Fourth birthday of my blog

Jesteście w stanie uwierzyć, że minęło już 1461 dni od czasu kiedy założyłam bloga ! 
Jestem w ogromnym szoku, że przez cały ten czas jesteście ze mną. 
Blog jest dla mnie szczególny i pewnie większość z Was to wie.
Chciałbym podsumować wszystkie najważniejsze momenty i wspomnienia z ostatnich 4 lat.
BLOGA założyłam 15 marca 2011 r. nie zdając sobie w ogóle sprawy na czym to polega. Świat blogosfery dopiero co się rozwijał w Polsce. Było niewiele stron, które były znane. Blogi, które uważane są za najpopularniejsze teraz dopiero co raczkowały.
Nieświadoma zupełnie zalet i wad blogowania zaczęłam swoją przygodę.


Z początku pisałam o tym co przyszło mi w danym momencie do głowy. Publikowałam zdjęcia pobrane z Internetu, ponieważ nie posiadałam nawet własnego aparatu. Stary laptop i mnóstwo pomysłów to była moja tajna broń.
Przez pierwszy rok pisania bloga nie mówiłam nikomu, że go prowadzę. Chciałam, żeby to była moja słodka tajemnica, do której nikt bliski mi się nie wpieprzy. Po części mi się to udało, ale i tak po kilu miesiącach inni się dowiedzieli. Znajomi przyjęli to na luzie, jednak rodzina miała co do tego zastrzeżenia. Po części to rozumie, bo jakiekolwiek posiadanie konta w mediach społecznościowych wiąże się dzieleniem swojej prywatności. Kiedy zakładałam bloga nie miałam o tym pojęcia, szczerze nie miałam pojęcia na temat wielu rzeczy.
Pierwsze miesiące i zero odzewu czytelników, ale uzbrojona w cierpliwość czekałam i się odczekałam. Osobiście uważam, że liczba wyświetleń, czy czytelników nie odzwierciedla w rzeczywistości Waszego zaangażowania. Nie ilość tylko jakość. Oczywiście na blog może wejść codziennie 300 osób, ale tylko 20 przeczyta post.
Pod koniec 2014 roku. wybrałam się na pierwszy MeetUp. Dzięki temu wydarzeniu po raz pierwszy poznałam dziewczyny, które zajmują się blogowaniem i vlogowaniem. Zawarłam mnóstwo znajomości z czytelnikami, czyli Wami oraz innymi blogerami, od których bardzo dużo się nauczyłam. 
Przeczytałam każdą wiadomość jaką mi wysłaliście. Czasami kiedy je czytam to płaczę ze szczęścia za to jak bardzo mnie wspieracie. Bywa też tak, że natykam się na hejty. Lubię krytykę, bo pozwala mi ona stawać się coraz lepszą blogerką i ogólnie człowiekiem, ale pod warunkiem, że jest konstruktywna.

Bloga uzupełniam filmikami na YouTube, ponieważ wiem, że forma w przekazu w wersji filmiku jest ciekawsza niż czytanie bardzo długiego posta. Lubie zarówno pisanie jak i nagrywanie, ale przyznam, że jest to pracochłonne. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. 

Cały proces pisania trwa ok. 2-4 godziny. To zależy też od kategorii posta. Najszybciej pisze się Update'y, a najdłużej filmy z poradami lub FoodBook'i.
Trzeba mieć pomysł, który jest najważniejszy, aparat, światło i scenerie. 

Uwielbiam publikować zdjęcia z podróży. A jeszcze bardziej wracać do postów z przed dwóch lat i powracać wspomnieniami do tamtych chwil.  Blog to odpowiednik wirtualnego pamiętnika, którym dzielimy się z innymi. Fajnie jest przeczytać moje początkowe wpisy i zobaczyć co chodziło mi wtedy po głowie. Czasami śmieje się, bo zdaje sobie sprawę jakim łosiem byłam w pewnych kwestiach - pocieszam się tym, ze człowiek uczy się całe życie. 

 


Najbardziej lubię w kawiarniach. Mając w pobliżu duży kubek kawy i notatnik. Lubie klimat Charlotte za harmider, który tam panuje (szczególnie w weekendy), możliwość zobaczenia jak piecze się chleb i oczywiście za pyszne śniadanie i wyśmienitą latte.


BARDZO WAM DZIĘKUJĘ 




11.03.2015

Winter Break in Vienna I


Nie ma nic lepszego jak odkrywanie nowych miejsc, zwiedzanie pięknych dzielnic i spędzanie czasu w najlepszym towarzystwie siostry bliźniczki starszej tylko o niespełna 16 miesięcy.
Moje ferie we Wiedniu były cudowne. Odpoczęłam, a na tym mi głównie zależało. Nie obyło się bez zwariowanych  przygód i mnóstwa śmiesznych sytuacji. Dzięki temu wyjazdowi mam mnóstwo wspomnień do których powracam każdego dnia, bo tęsknie za Asią, jej rodzinką, za Wiedniem, za wszystkim.
Ferie rozpoczęłam 14 lutego w walentynki - jak romantycznie, jednak przez cały weekend przygotowywałam się do wyjazdu: pakując się (brawa dla mnie niczego nie zapomniałam), robiąc zadania, żeby mieć je z głowy (też Wam tyle pozadawali usprawiedliwiając się, że będziemy mieć tyle wolnego czasu to jeden dzień nas nie zbawi, żeby poświecić go na np. polski). Niedziela oznaczała wyjazd, który był z resztą przez mnie wyczekiwany, planowałam go od miesięcy. Razem z Asią, która specjalnie przyjechała we czwartek, aby wybrać się razem ze mną na polską premierę 13 lutego 50 twarzy Grey'a wyruszyłyśmy w niespełna pięciogodzinną podróż do Austrii. Droga minęła nam bardzo, bardzo szybko - głównie przez to, że Asia spała, a ja czytałam Gwiazd naszych wina. Dojechałyśmy całe i zdrowe, ale głodne - sałata z tuńczykiem była pyszna, brakuje mi jej - i jak się przekonacie jeszcze mnóstwa innych rzeczy.
Poniedziałek - i nasz główny cel, czyli ponownie 50 twarzy Grey'a po niemiecku. Wyobrażacie sobie moją minę niczym skwaszony uśmiech Jasia Fasoli. Przyznam, że w głębi serca wierzyłam, że będą napisy, no ale się przeliczyłam i był dubbing. Jeszcze większym szokiem niż fakt, że Austriacy mają nawet zdubbingowane reklamy było dla mnie to, że mi się podobało - mój pierwszy film po niemiecku. Jak dobrze, że widziałam wcześniej polską wersję, bo inaczej nic bym nie zrozumiała, no może po za oh mein Gott.
Kino mieściło się w Donau Zentrum (Kagran 21 bezirk), a to oznaczało kaufen, kaufen i te sprawy.
Wtorek - spędzony ponownie w Donau Znetrum.
Środa - pół dnia spędzonego w G3, czyli w potężnym centrum handlowym po za Wiedniem ok. 30 min jazdy z Floridsdorf'u. Znajduje się tam jedyny Primark w okolicy Wiednia. Jak dla mnie nic specjalnego. Mam wrażenie, że większość rzeczy już gdzieś widziałam.
Czwartek - nasz pierwsza wyprawa na Maryśkę (Mariahilferstrasse 6 bezirk). Jest to najdłuższa ulica wzdłuż, której ciągną się takie sklepy jak: H&M, Zara, Forever 21, Lush, Douglas, Peek&Cloppenburg... Jeśli chcecie się na nią wybrać to radzę poświęcić na to cały dzień i najlepiej od poniedziałku do czwartku, gdyż w weekend są tam tłumy. Sklepy otwierane są ok. godziny 10 i zamykane ok. 19.
Ponieważ już od ponad roku remontują tam chodniki, drogi panował straszny harmider i momentalnie razem z Asią rozbolały nas głowy i zdecydowałyśmy się pojechać metrem na Stephansplatz, z którego przeszłyśmy na Karlsplatz w poszukiwaniu Polskiej Ambasady, która jak się okazało ulokowana jest w 13 bezirku. Pogoda nam dopisywała, a więc spacer był bardzo przyjemny.




Piątek - drugie podejście do Mariahilferstrasse. Wieczór spędzony na siłowni pracując nad sylwetką na lato. Bardzo ambitny trening, ale i tak nic nie pobije "nóg Miley Cyrus".
Sobota - spędzona najbardziej produktywnie, czyli na zwiedzaniu. Wybrałyśmy się wspólnie z Asią na Schweden Platz w poszukiwaniu Ruprecht kirche (kościół widoczny na drugim zdjęciu na dole). Poraz pierwszy zobaczyła Austriacki Parlament oraz ratusz. Przed ratuszem czyli na Rathaus można było pojeździć na łyżwach miedzy alejkami. Super sprawa.





Niedziela - cały dzień w domu. Odpoczynek po całym tygodniu zwiedzania Wiednia. 
Turbo w wykonaniu Asi było mega - zupa marchewkow-cebulowa dająca kopa. 
Śniadanie najważniejszy posiłek dnia, a do tego pamelo i herbata (tak nie piłam aż tak dużo KAWY).
Jacek umyj seeee lolka hit muzyczny.
Każdy koniec ma dwa koje - moje niezwykle inteligentne stwierdzenie, kiedy chciałam zabłysnąć znajomością związków frazeologicznych. 
Jestem w trakcie obrabiania vlogów, a więc wyczekujcie już niedługo filmików na YouTube. 


Jestem ciekawa jak spędziliście Wasze ferie, a więc dajcie mi znać w komentarzach. 
W kolejnym poście część 2 postu o moim pobycie w Austrii.
Trzymajcie się ciepło.

01.03.2015

Inspiracje lutego 2015

Inspiracje to już rutyna na początku każdego początku miesiąca, a w związku z dużą ilością czas podczas ferii zimowych uzbierało się tego dość sporo, a więc nie przeciągając i nie zanudzając Was już zbytnio zapraszam na Inspiracje lutego 2015. 

FILMY I SERIALE: 

Pięćdziesiąt Twarzy Grey'a musi być koniecznym faworytem filmowym w tym miesiącu. Co zabawne film z polskimi napisami bardzo mi się podobał (o czym możecie przeczytać tutaj), ale niemiecki dubbing okazał się fajniejszy, nie mam pojęcia dlaczego - wiem dziwna jestem.

MUZYKA:






WYDARZENIA:

Ferie zimowe spędzone z moją siostrą bliźniaczką Joasią we Wiedniu. Więcej na ten temat w najbliższych postach i Vlogach.





OSOBOWOŚCI MEDII SPOŁECZNOŚCIOWYCH: 
 Amber Fillerup Clark prowadzi bloga o nazwie Barefoot Blonde. Znakiem rozpoznawczym Amber są niepowtarzalne fryzury: warkocze, francuzy, koki... I jej uroczy synek.




SUKCESY: 
Wyjazd za granice i odpoczynek. Proste, ale bezcenne.

PORAŻKI:
Z kawą różnie bywało. Raz nie piłam cały dzień, a niekiedy były dwie, ale nie przekroczyłam trzech. Nie będę Wam zamydlać oczu wiem, że mówiłam, że ograniczę się do jednej dziennie, no cóż muszę nad tym popracować. 

19.02.2015

Filmy na ferie

Jeśli nie wiecie co robić wieczorami i zwijacie się na łóżku z nudów to polecam wykorzystać ferie na spędzaniu czasu organizując seanse filmowe.
Sama jestem wielką zwolenniczką oglądania zamiast spania, choć przeważnie bywa tak, że zasypiam w trakcie. 


14.02.2015

Pięćdziesiąt Twarzy Grey'a recenzja


Wczoraj 13 lutego odbyła się polska premiera Pięćdziesięciu Twarzy Grey'a, która był wyczekiwana przez miliony ludzi nie tylko w Polsce, ale i na całym świcie. Szum w okół tego filmu narastał z tygodnia na tydzień. Okrzyknięty został najbardziej wyczekiwanym filmem 2015 roku. 
Na wstępie powiem tylko, że nie mam zamiaru spolerować. Nie chcę zdradzać treści filmu tylko raczej dodać pikanterii tak, abyście chcieli jeszcze bardziej wybrać się na Pięćdziesiąt Twarzy Grey'a.

Historie miłosne zawsze przyciągają rzesze czytelników bądź widzów, kiedy dodamy do tego pieniądze, luksus i sex otrzymamy niezwykle pożądane połączenia. Tak jest w przypadku trylogii autorstwa James E. L. 
Niezdarna Anastasia Steel uosabia nie jedną dziewczynę niepewną siebie szarą myszkę. Christian Grey to obiekt kobiecych westchnień. Przystojny miliarder bez damy swojego serca.
Jeśli przeczytaliście powieść to dokładnie wiecie jak wyglądała relacja między nimi pełna namiętności i zaangażowania.
Jednak jeśli nie znacie treści książek to odsyłam Was do opisu i recenzji na na blogu poprostuksiazki

Melodramat w reżyserii Sam Taylor-Johnson swoją światową premierę miał miejsce 9 lutego w USA. 
Odtwórcami głównych ról byli Dakota Johnson jako Anastasia Steel oraz Jamie Dornan w roli Christiana Grey'a.





Z samego początku nie nastawiałam się na nic niezwykłego, dlatego może jestem tak pozytywnie zaskoczona adaptacją filmową.
Do zalet filmu należą:
- bardzo dobrze wyreżyserowanie przez Sam Taylor-Johnson, która wraz ze współpracownikami nakręciła wiele scen różnymi technikami, przez co kadry są niezwykle precyzyjne i oryginalne
- gra aktorka na najwyższym poziomie. Jamie Dornan, którego nigdy nie obsadziłaby w roli Christiana spisał się bardzo dobrze. Z początku mnie zniechęcił, lecz po obejrzeniu filmu zwracam honor ~ świetny z niego Christian Grey
- dużo wątków z książki, kilka elementów, które zostały pozmieniane lub dodane wprowadzają trochę humor, dzięki czemu widz podczas pewnych scen może się pośmiać
Wady realizacji powieści to:

- Ana w książce była skryta, nieśmiała, a w ekranizacji pewna, kobieca, kokieteryjna. Nie wiem, czy był to pomysł reżysera, czy samej aktorki, ale według mnie zepsuło to cały obraz książkowej Ana, którą dzięki swojej niezdarności była wyjątkowa i utożsamiała się wieloma czytelniczkami 
- przeskakiwanie z jednego wątku na drugi było irytujące. Dobrze wiem, że umieszczenie wszystkich elementów książki sprawiło by, że produkcja trwała ponad 6 godzi, gdzie w rzeczywistości trwa ponad dwie. Brak płynności w przenoszeniu się z jednego kadru na drugi.


Choć głównie Pięćdziesiąt Twarzy Grey'a uważane jest jako książka erotyczna to zupełnie się w tym nie zgadzam. Nie powiedziałabym, że sex stoi na pierwszym miejscu, jest dużą częścią historii Anastasia i Christiana, ale to miłość jest głównym wątkiem. Niezwykle wyjątkowa i niezrozumiała - miłość.

Muzyka dopełnia całą ekranizacje, powoduję motyle w brzuchu kiedy słyszy się "love me like you do" albo "Cause girl you're perfect You're always worth it".



 Film przeszedł moje najśmielsze oczekiwani. Jestem pod wielkim wrażeniem całej produkcji, pracy włożonej w całokształt projektu, tak aby nawet najmniejszy szczegół był dopracowany. 

Serdecznie polecam każdemu. Każdy ma z nas własny gust i na pewno wiele osób nie podzieli mojej opinii o filmie całkowicie to rozumiem i szanuję. Jestem jednak ciekawa Waszego zdania. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach. 
MIŁEGO OGLĄDANIA